środa, 29 czerwca 2011

Śladem źródeł Apokalipsy

Pomysł wyjazdu do Turcji pojawił się nagle choć dojrzewał we mnie długo. Potrzebowałem do niego właściwego pretekstu i poczucia, że to właśnie ten czas. (Grecy mieli pojęcie kajros – oznaczało ono, że właśnie przyszedł właściwy czas na właściwe działanie – pracę, świętowanie, wojnę lub filozofowanie.. Rozumiem to pojecie bardzo dobrze, choć moja żona ma na to zupełnie inny punkt widzenia. Dla niej sprzątanie jest zawsze w sobotę czy jest kajros sprzątania czy nie …)

Powód miałem od dawna – chciałem odwiedzić miejsca, w których kiedyś funkcjonowały wspólnoty chrześcijańskie do których św Jan, kronikarz Apokalipsy, wysłał swoje Objawienie. Kilka z nich to dziś ruiny, kilka z nich to tętniące życiem miasta. Wiadomo, że w kilku z nich był osobiście św. Jan i Apokalipsa była pisana z uwzględnieniem tego czym żyli na co dzień członkowie kościołów.


Ciekaw jestem co we mnie obudzi ta podróż?
Ciekaw jestem też ludzi, którzy tam teraz mieszkają i być może nie wiedzą, że mają tak wielki związek z naszym obrazem końca świata i końca czasów. Być może uda mi się posłuchać mułły, w miejscu gdzie pierwsi chrześcijanie wieszczyli koniec Rzymu i koniec świata?

Nie mam dokładnego planu podróży – otwieram się na to co mi przyniesie droga. Być może dostanę sraczki i gorączki a bakterie EColi zmuszą mnie do powrotu. Być może będę miał kłopoty ze sprzętem – mam do napraw dwie lewe ręce.
Ale w tych wszystkich doświadczeniach towarzyszyć mi będzie obraz wędrujących dwa tysiące lat temu posłańców, którzy piechotą lub na osłach przemierzali te same drogi i też musieli znosić pragnienie, obtarte nogi oraz inne niedogodności podróży.


Jadę na niewielkim „osiołku”, firma Zipp wypożyczyła mi na drogę motocykl Zipp Tracker 250 cm. Zippy jeździły po tej trasie – nawet dalej, więc nie jest to dla nich wyprawa na koniec świata. To też ich zaleta, szukałem czegoś małego, lekkiego i prostego. Nie jadę na rekord. Po prostu - jadę.

Wyjazd

Niektórym wyjazdy zawsze kojarzą się z trudnościami. Zadziwiające jak trudności jednego człowieka śmieszne są w oczach innych ludzi. Jeden nie wyjedzie bo nie będzie mógł zawsze dostawać kawy i rogalików na śniadanie. Inny boi się niehigienicznych warunków podróży, jedzenia czy spania. Inny nie wie czy wystarczy mu pieniędzy.
A tak naprawdę to lęk przed nieznanym nie pozwala nam na wyjazd. Lęk przed tym czy damy sobie radę. Tak to wyobraźnia czyni nas tchórzami, a śmiałe zamysły serca tracą nazwisko czynu” – jak pisał Szekspir. No może nie tak to brzmiało, ale prawie.
Inna sprawa ma się z mężczyznami, którzy przeszli już smugę cienia (i niejedną strugę cieczy). W naszym przypadku najtrudniejsze elementy wyjazdu są zawsze przed wyjazdem. Jak się wyrwać z domu? Jak zostawić domowników na miesiąc lub dłużej i pojechać samemu.

A co z dziećmi, żoną, psem? Oczywiście musi się tym zająć żona – co wcale nie jest dla niej takie atrakcyjne. Pomyślcie tylko – w wakacje przez miesiąc lub dłużej wstawać godzinę wcześniej, żeby wyprowadzić psa, zająć się dzieckiem – jeśli to wakacje to jeszcze gorzej bo nie ma szkoły przedszkola. I przez kilka tygodni zasypiać z myślą, że mój stary albo się dobrze bawi pijąc wódkę gdzieś na pustyni albo właśnie jest pobity i ograbiony – właśnie na tej pustyni… Dlatego trudno się dziwić żonom, że niespecjalnie mają ochotę z radością popierać plany wyjazdowe swoich mężów, którzy już tak dobrze pasowali do papci i fotela

Innym ograniczeniem jest praca. Nawet jak możesz teoretycznie wyjechać na miesiąc to i tak ciągle bijesz się z myślami, czy uda ci się to wszystko dobrze skoordynować. Czy zdążysz powrócić na czas. A co jak stanie się coś nieoczekiwanego: awaria, nagły kontrahent? Kto się nimi zajmie?
Jednym słowem wyjazd to nie jest już zwykłe pakowanie plecaków, ale nieustanna gonitwa myśli i usprawiedliwień praz wymówek – po co, na co i za co jadę na ten wyjazd.
A dzieje się tak ponieważ rzadko wracamy z wyjazdu mądrzejsi. Jeśli mieliśmy ciekawe przygody to świetnie. Być może przygody te pokazały, że umiemy sobie radzić ze stresem, umiemy rozwiązywać problemy i możemy zaufać sobie samym bardziej niż się spodziewaliśmy.
Ale mądrzejsi przez to nie jesteśmy.
Zatem po co wyjeżdżać skoro wyjazd wcale nie poszerzył naszej świadomości?
Odpowiem wam.
Jeśli wyjazd nie sprawia, że stajecie się mądrzejsi to – tu uważnie nakłońcie ucha, bo to ważne co zaraz napiszę.
Jesteście gotowi? – Sprawdzam, czy jesteście gotowi?
No to słuchajcie:

Lepiej nigdzie nie jedźcie.